|
|
|
|
|
|
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
- Nie wiem. Z pewnością wystarczająco długo, by mogło mnie to przerazić, gdybym się nad tym zastanowiła, pomyślałam. - Co& - przerwał niecierpliwie Cury. Wówczas Weygil jeszcze raz uniósł rękę. - Nie teraz! - rozkazał, a potem zwrócił się do Oomarka z łagodnym, zachęcającym uśmiechem. - Ludzie odeszli stąd, synu, większość z nich. Czy miałeś tutaj kogoś, z kim chciałbyś się zobaczyć? - Matkę& była chora. I Randulfa, i jego poohkiego o imieniu Griffy, i Gentlehomo Largrace a, i komendanta Piscova& Przy tym ostatnim nazwisku oczy Weygila zwęziły się i zrozumiałam, że nie jest mu ono obce. - I spodziewałeś się zastać ich tu? - Pewnie. Wszyscy byli tutaj, kiedy wyruszyliśmy do doliny. A teraz& nic nie jest takie samo. Nasze rzeczy zniknęły z domu i nawet moja muszla, którą dał mi ojciec - wszystko! - Komendant Piscov został stąd odwołany czterdzieści lat temu - powiedział cicho posterunkowy. - Jego nazwisko widniało na dokumentach, opieczętowanych przez nas w zeszłym tygodniu. Czterdzieści lat! - Czy możesz mi podać dokładną datę, kiedy wyruszyliście do doliny? - zapytał Weygil Oomarka. Oomark zmarszczył brwi i spojrzał na mnie. - Kildo, kiedy to było? Nie chciałam im tego mówić, ale nie miałam wyboru. - Czwarty Adi, 2422 roku po Odlocie. Wytrzeszczyli na mnie oczy. Zobaczyłam niedowierzanie, a potem podejrzliwość malującą się na dwóch twarzach. Tylko Weygil wydawał się nieporuszony. - Teraz - powiedział wolno - jest dwudziesty pierwszy Narmi, 2483 roku po Odlocie. - Nie! Mój pełen przerażenia okrzyk był chyba tym, co ich przekonało. Ręka Cury ego dotykała już przycisku na laserze. Ale kiedy usłyszał mój krzyk, cofnął palce. Podejrzewałam to, tylko nie miałam pewności. Ponad pięćdziesiąt lat! Jednak nie czułam się starsza, dzieci nie wyglądały inaczej niż wówczas, kiedy przeszliśmy do szarego świata. Potem przypomniałam sobie - dla Jortha minęło ponad sto osiemdziesiąt lat! - To jakaś sztuczka! - odezwał się Cury. - To są szpiedzy, wysłani po to, żeby nas podejść! Wyciągnął laser i wycelował go w Kosgro, prawdopodobnie - uważając zwiadowcę za najbardziej niebezpiecznego z nas wszystkich. - Słuchaj& - Weygil przypatrywał się nam badawczo, wreszcie odezwał się do Oomarka. - Chodziłeś tutaj do szkoły? - Oczywiście - odpowiedział niecierpliwie Oomark. - Byłem w czwartej grupie - z Randulfem, Furwellem i Portusem& - Z kim jeszcze? - ponaglił go Weygil, kiedy chłopiec umilkł. - Cóż, Randulf, Furwell i Portus& to moi przyjaciele. Ale było też parę dziewczyn& I jeszcze Buttie Navers i Cleeve. O!& Cleeve nosił takie samo nazwisko jak ty! Cleeve Weygil! Czy to twój syn? Nigdy nie mówił, że jego ojciec jest żołnierzem& - Bo nie był - odparł wolno dowódca sekcji. - Cleeve Weygil to mój starszy brat. Oomark potrząsnął głową. - To niemożliwe. On jest małym chłopcem, jak ja, a ty jesteś stary! - Nauczono ich jakiejś niesamowitej historii i podstawiono nam! - przerwał znowu Cury. - Prawdopodobnie zostali przysłani, by ustalić namiary dla jakiejś grupy dywersyjnej. Najlepiej zabijmy ich od razu. - Zamknij się! - Weygil przerwał mu ostrym warknięciem. Oomark Zobak, jego siostra Bartare i Hilda c Rhyn. - Wskazywał nas po kolei palcem. - Ależ& przypomniałem sobie! Szukali was przez wiele miesięcy i nigdy nie znalezli nawet śladu. Sprawa upadła dopiero wówczas, kiedy wybuchła wojna. Wtedy nikt już nie miał czasu. - Jaka wojna? Opowiedział nam, a jego głos brzmiał tak, jak gdyby przybyło mu lat, kiedy przedstawiał nam fakty. Znało je tylko tych paru, którzy pozostali na Dylanie. Zaczęło się od niespodziewanego ataku obcych statków wymierzonego w nasze zewnętrzne światy. Obcy zostali pokonani w bitwie w pobliżu Nebuli, ale był to tylko początek. Zniszczone siły były jednostkami zwiadowczymi ogromnej armady. Doszło do kolejnych najazdów i ataków. Kiedy wreszcie obcy zostali ostatecznie pobici, cała sekcja galaktyki, ongi cywilizowana, pogrążyła się w chaosie, w którym przeżywali silni, a słabi szybko ginęli. Ustała łączność pomiędzy systemami słonecznymi, nawet pomiędzy poszczególnymi światami. Nieznane choroby, roznoszone celowo czy przez przypadek, zmieniły niektóre planety w kostnice. W trzecim roku wojny ludność Dylana została pospiesznie ewakuowana z wyjątkiem garnizonu pozostawionego dla ochrony portu. Przez jakiś czas port w Tamlinie służył jako stacja remontowoe kwipażowa dla mniejszych statków kosmicznych. Potem statki przestały
[ Pobierz całość w formacie PDF ] zanotowane.pldoc.pisz.plpdf.pisz.plbialaorchidea.pev.pl
|
|
|